
Czy nieruchomość horyzontu jest zawsze nieznośna?
Gdyby spojrzeć na to metaforycznie i przenieść się w strefę komfortu, brak rozwoju i tkwienie w miejscu to zdecydowanie tak. Kiedy jednak nieruchomość powinna być znośna a nawet wspaniała, oczekiwana i celebrowana?!
Czy taki moment powinien istnieć i jak długo powinien trwać? Krótszy czy dłuższy moment, a może ani chwili?
Gdy nie mamy komfortu, robimy wszystko by go pozyskać, stworzyć, zbudować i finalnie w nim zasiąść (by nie powiedzieć "się w nim urządzić" 😉 Pytanie jednak, co wtedy, kiedy go posiądziemy? Czy to nam służy czy wręcz odwrotnie... Czy to nas pcha do dalszego rozwoju, czy może wstrzymuje...
Jak wyważyć, na ile w nim zostać a kiedy się zebrać, by nieruchomość horyzontu znów stała się nieznośna i była napędem do działania.
A Ty, czy jesteś skuteczny, świadom miejsca, okoliczności, tego co daje i zabiera strefa komfortu?
Czy przychodzi moment w dojrzałości zawodowej i prywatnej, że nieruchomość nie przeszkadza nam w rozwoju?
Czy to już zawsze tak jest i będzie, że tam rozwój nie sięga.
P.S. Post dzięki uprzejmości Poli Dwurnik, w hołdzie dla Bolesława Biegasa (https://villalafleur.com/wystawa-biegas/)




