No i o 14 skończyła się moja wolna niedziela. A takie miałam mocne postanowienie poprawy - nic nie piszesz, nie szukasz inspiracji, nie zbierasz materiałów, nie robisz screenów, które Cię natchną do tego czy owego na najbliższy tydzień…
Trzymałam się dość dobrze w postanowieniu... do momentu, kiedy w błogiej ciszy, w słońcu pięknego leniwego dnia, gwarze ulicy za oknem i mizianiu kota pojawiło się hasło: Slop shaming!!!
Moja żywa reakcja, oznaczała tylko jedno - siadam i piszę.
No i wiadomo było już, że niedziela, słońce, rodzina, postanowienia pójdą się bujać, oględnie mówiąc.
Zaaferowana jestem tym bardzo, bo właściwie termin ten zbiera do kupy wszystko to, co o dłuższego czasu obserwuję, wygłaszam i czuję. Czym się frustruję i wreszcie czym gardzę i taki świat i "byleludzkość" kwestionuję.
O! Ładne, kolejne, nowe słowo "byle - ludzkość".
Ale o czym ja tu dokładnie chcę powiedzieć?!
Ostatnio uczestniczyłam na LinkedIn w dyskusji o literówkach w tekstach i o tym, że dziś należy robić je celowo, by wyglądało coś, jakby pisane przez człowieka.
Wywiązała się rozmowa, w której napisałam, że można rozpoznać treść od AI versus treść od człowieka. Natychmiast narzucono mi narrację, że nie jestem w stanie rozpoznać i co wymyślam!? Well... ja tam potrafię!
A co do literówek, żyliśmy w czasach kiedy ich brak oznaczał jakość, profesjonalizm i klasę a dziś wrzucamy w prompt „zrób literówki jak człowiek by to pisał”, bo to powoduje, że nie widać, że tekst jest od AI. Pozwolę sobie i z tym się nie zgodzić.
Pewna Pani dyrektor, z ponad 20- letnim stażem w ocenie ryzyka, w finansach, napisała na LI, że straciła pracę z dnia na dzień i szuka nowej. Post wyczerpująco opisywał jej doświadczenie i dokonania, imponujące zresztą. Ta sama Pani pokusiła się o format graficzny, tzw. karuzelę. Załączam tu screen, gdzie widzimy błędy językowe, nie tylko literówki ale AI pomieszał języki.

Inna Pani napisała post z przesłaniem „nie każcie mi instalować tych wszystkich aplikacji by się komunikować”. Po prostu chwyćmy za telefon i porozmawiajmy 5 minut, jak kiedyś, szybko i skutecznie…
Myślę sobie „Świetne, jak ją bardzo rozumiem…” Byłoby świetnie gdyby nie to, że tekst był pocięty na akapity z bullet pointami, ikonkami i hasłami rodem z AI, aż nie dało się tego czytać… ale pod algorytmy idealny.
(tu miał być zrzut, ale tego nie zrobię, bo zbyt łatwo zidentyfikować tę osobę)
Rzadko bywam na IG, bo choć trudno w to uwierzyć, ta platforma kompletnie mnie nie porwała… sprawdzam tam tylko, czy wszystko dla naszych Klientów dzieje się zgodnie z harmonogramami. Pokazała mi się rolka z człowiekiem, który zakłada żabie mini kamerkę i ta wraca do gniazda i moim oczom ukazuje się życie żab w środku. Mój mózg eksplodował… wooowww, to tak wygląda w środku, serio?! … Oglądam więc następny filmik, tym razem wąż, następny szczur, następny pająk…. i wtedy właśnie pomyślałam sobie: "Stop, moment… zbyt wiele zbieżności"… Sprawdzam co oglądam i okazuje się, że kanał nazywa się RedZoneAI…

Jakiś czas temu widziałam post o pociągu w którym są biurka i japońskie dzieci wracając ze szkoły odrabiają lekcje, by nie tracić później czasu, kiedy dojadą do domu. Pomyślałam, że genialne, że napiszę o tym. Szukałam więc źródeł, długo… okazało się, że to także AI.
(nie ma screena, bo nie ma pociągu)
Slop Shaming czyli zalew treści niskiej jakości…
Masowo konsumujemy treści, o których wiemy, że nie są prawdziwe ani wartościowe.
A odróżnienie prawdy od fałszu staje się niemożliwe.
No i tak myslę i zastanawiam się jak to podsumować…
Mamy już kilka odmian shamingu, od body, przez mom po slut - wygląd, ocenianie za sposób wychowania, ocenianie za moralność no i kończymy na tej względnej nowości, shaming za lenistwo intelektualne.
Według raportu Europolu, do końca 2026 nawet 90% treści w internecie może być generowana syntetycznie. Tak więc np. moje poszukiwanie japońskiego pociągu i brak możności znalezienia go, to nie pech, to już statystyka.
Dziś nie będzie happy endu, wybaczcie…
Do mojej „byleludzkości” bowiem idealnie pasuje karmienie się byle czym.




