Ostatnie święta natchnęły mnie do tego artykułu…
Często gramy rodzinnie w gry - to nasz rodzinny sport, uprawiany od lat. Nigdy wcześniej jednak nie przyszło mi do głowy, by przeanalizować "drobnych cwaniaczków" czy też "regularnych oszustów" przy stole.
Pisząc drobnych pomyślałam, że już zmiękczam przekaz i już ich sobie jakoś tłumaczę. No bo przecież, podmienić sobie kostkę jak nikt nie widzi, czy wybrać inną, bo przypadkiem było widać co na niej jest, albo coś sobie zostawić na później, czy skoczyć dwa oczka więcej do przodu…. to żadne wielkie przestępstwa, prawda?
To zależy...
Zacznijmy od tego, że pierwsze „to zależy” wynika z charakterów, moralności, kreatywności czy ogólnie rzecz ujmując "cwaniactwa" pozostałych graczy przy stole. Każdy z nich więc inaczej oceni, zwróci uwagę, bądź też nie, na zachowania niezgodne z regulaminem.
Drugie „to zależy” wynika z naszych relacji z graczami. Czy oszustw dopuszcza się nasze dziecko, nasz przyjaciel, mąż, siostra, brat, Rodzic… kto ile ma lat i jaka, w danej chwili, jest nasza relacja z oszukującą osobą. Im dalej w las, tym więcej zawiłości w tym względzie, komu i dlaczego odpuścimy, bądź też nie.
Zaczęłam się zastanawiać skąd bierze się potrzeba oszukiwania i dlaczego ktoś ją ma a inny, zupełnie nie? Czy te drobne oszustwa urastają do rangi niebezpiecznych, bo idziemy coraz dalej i przekraczamy bezpieczne granice, czy już zawsze są tylko drobnymi, które mózg racjonalizuje sobie jako "spryt" lub "wyrównanie szans", a nie kłamstwo.
Do którego momentu czujemy się dobrze z oszustwami, patrząc na siebie w lustrze?
Podobno, większość z nas nie jest ani krystalicznie uczciwa, ani całkowicie zdemoralizowana. Funkcjonujemy więc w szarej strefie.
No i jak to się ma w życiu zawodowym? Jak to się przekłada?
Czy oszukujemy przez to częściej w CV, czy naciągamy rzeczywistość w rozmowie o pracę na spotkaniu, czy w składanych ofertach? Może jesteśmy lepszymi sprzedawcami lub negocjatorami dzięki temu?
Okazuje się, że istnieje coś takiego, jak „haj oszusta”. To brak poczucia winy z oszustwa. Co więcej wzrastają pozytywne emocje i poczucie satysfakcji z własnego sprytu.
Kilka dni temu rozwiązywałam test: Am I German or Autistic? - ciekawe, że można to rozgraniczyć - pomyślałam...
Chwilę później okazało się, że nie dość, że można, to jestem niemiecka do bólu. Można w skrócie przyjąć więc, że żywię głęboką miłość do regulaminów i stawiam na szczerość.
Tak więc, moje rozważania o uczciwości nie są bezzasadne, nie mniej... niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy, przenigdy, nikogo, w niczym… nie oszukał… co więcej nie był dzięki temu, na „oszuścim haju”?
Nawet ja i moja germańskość 🙂
Myślę jednak, że jest cienka granica między sprytem a oszustwem, podziwem dla tego, jak kreatywność wpływa na to, jak sobie z czymś radzimy, a potępieniem dla niesmacznego naciągania granic, bo moralność wciąż pozwala nam uśmiechać się do siebie w lustrze.
Wracając do owego rodzinnego wieczoru... Zwróciłam uwagę naszemu oszustowi przy stole, mówiąc, że widziałam, co zrobił. Wyparł się, obruszając przy tym, z wręcz przekonującym innych "jak tak mogłaś?!" 🙂
No a jak to jest u Was? O ile oczek więcej, skaczecie na planszy?




